Psychoza antytrumpowa osiągnęła w Hollywood apogeum, przy którym działania poszczególnych osób i środowisk wydają się komiczne. Podobnie działo się u nas, gdy działacze nazywający się „gorszym sortem” kładli się na chodnikach pod Sejmem, bijąc nogami w barierki. Za oceanem jednak, mimo że sytuacja wygląda zabawnie, zabawna nie jest. Wojnę ideologiczną widać bowiem z daleka.

Czy to przypadek, że przemysł związany z popularną muzyką i filmem w USA tak głośno krzyczy ostatnio o poparciu dla prawa aborcyjnego, nawet tego najbardziej brutalnego, związanego z prawem do zabijania dzieci do momentu narodzin? A może to przypadek, że tak nagle zaczęto tam bronić ruchów deprawacyjnych i przywilejów dla mniejszości seksualnych?

Pisaliśmy już choćby o Lady Gadze i Netflixie. Ostatnie sezony niektórych seriali na tej platformie są wprost lewicowym manifestem. Wystarczy wspomnieć serial „Orange is The New Black” – od początku skręcający w lewą stronę, jednak broniący się poziomem. Ostatni sezon pokazał właściwie wszystkie lewicowe postulaty. Mieliśmy więc między innymi krytykę polityki „antyimigracyjnej” i Trumpa, pochwałę otwartych związków, a nawet historię zgwałconej imigrantki, której „źli pracownicy ośrodka dla imigrantów” nie chcieli przewieźć na aborcję. Serial w roli bohaterki ukazał kobietę, która zdobyła po cichu pigułki aborcyjne, by można było zabić dziecko. W widzu miało zostać przeświadczenie, że zabicie dziecka było właściwym postępowaniem. Warto tu wspomnieć, że większość aktorek grających w serialu ma swoje profile na Instagramie wręcz nabite zdjęciami z parad równości i lewicowymi manifestami. Przypadek?

Podobnie jest z aktorkami, które nagle zaczęły sobie, jedna po drugiej, przypominać swoją aborcję. Każda z nich, rzecz jasna, przedstawia swoją historię w taki sposób, by wiadomo było, że to była właściwa decyzja. Wśród nich jest Alyssa Milano, która zabiła dwoje swoich nienarodzonych dzieci. „Nie miałabym swoich dzieci, moich pięknych, doskonałych, miłych dzieci, które mają matkę, która była na nie bardzo gotowa. Nie zrobiłabym kariery. Nie miałabym zdolności ani możliwości, z których korzystałabym całym sercem w walce z uciskiem. Nigdy nie spotkałabym mojego niesamowitego męża Davida, którego niezachwiana miłość podtrzymuje mnie w tych przerażających czasach” – mówi dziś, twierdząc że może cieszyć się życiem dlatego, że pozwoliła zabić swoje dzieci. Podobny argument wysunęła w Polsce Natalia Przybysz, która stwierdziła, że dziecko usunęła z powodu rozwijającej się kariery i „zbyt małego mieszkania.” W Polsce spotkało się to na szczęście z potępieniem. W USA wciąż drążą skałę kroplami. Co chwila nowymi. Znów pytanie: czy to przypadek?

Takie gwiazdy robią karierę

Trudno w to uwierzyć. Podobnie jak w natrętnie wręcz powracający temat ideologii LGBT. Ostatnio powstał nawet teledysk-manifest wykonany przez Taylor Swift. „You need to calm down” miał pokazać kolorową i piękną różnorodność, skonfrontowaną z ciemnym tłumem amerykańskich „rednecków”. Coś jednak nie wyszło, bo skala „różnorodności” przeraziła nawet tych, którzy nie mieli do tej pory nic przeciw aktywistom deprawacyjnym. Polska wersja, w której wziął udział m.in. wiceprezydent Warszawy Paweł Rabiej, znany ostatnio z wrzucenia do sieci rozbieranego zdjęcia z „kochankiem” z sypialni i mężczyzna malujący figurkę Maryi, przeszła bez większego echa.

Nie, to nie przypadek, że nagle wszystkie gwiazdy, które jawnie pochwalają aborcję i ruchy deprawacyjne, robią karierę. Jak również to nie przypadek, że nagle znikają ze „sceny” te, które odważą się lewicową ideologię skrytykować. Nie ma dla nich miejsca na pierwszych stronach gazet i w kolejnych serialach. W showbiznesie obowiązuje oficjalna ideologia: deprawacyjna i proaborcyjna.

Za to za kilkanaście lat zapewne znów usłyszymy o wielkich aferach związanych z gwałceniem dzieci i molestowaniem kobiet z Hollywood. Czy tym razem ktoś to powiąże z wyznawanymi przez przemysł poglądami?

Źródło: https://www.wprost.pl/prime-time/..kariery.html

Autor: Cecylia Szymanowska