Nie milkną echa skandalu związanego z programem „Tęczowy Music Box” – chciałoby się napisać, jednak mimo powagi sytuacji, media wcale głośno o niej nie krzyczą. Nie pojawiają się kolejne doniesienia, a co najwyżej po artykule lub wzmiance w poszczególnych mediach.

Gdy już temat konkretnie wybrzmiał w mediach społecznościowych, jeden z takich artykułów ukazał się na portalu wyborcza.pl. Co ciekawe, podczas przewijania ukazują się nam wzmianki poprzednich artykułów dotyczących pedofilii. Na siedem z nich trzy dotyczą molestowania przez księży. To są nośne tematy. Pozostaje cieszyć się, że w ogóle ten został podjęty.

Artystą podejrzanym o pedofilię jest Krzysztof Sadowski, kompozytor i pianista jazzowy, pracujący między innymi przy programie „Tęczowy Music Box”. Cytaty, które prezentują molestowane, dorosłe dziś kobiety, są przerażające, szczególnie jeśli wiemy, że sprawa miała miejsce, gdy były jeszcze małe.

Pan Sadowski podkreślał wielokrotnie, że chce dla mnie jak najlepiej, że wprowadzi mnie w dorosłe życie kobiety, żebym była silna i niezależna.

Jest druga połowa lat 90., kiedy Krzysztof Sadowski mówi dwunastoletniej Basi, że jest już na tyle duża, by wiedzieć, co ma między nogami.

„”On mówi: „To było jakieś zaczadzenie. Myślałem, że seks przygotowuje do życia. No bo byłaś piękną dziewczyną, wszyscy mówili, że możesz być modelką, aktorką filmową i wiedziałem, jak to wygląda… Wydawało mi się, że w ten sposób przygotuję cię do życia, które byś prowadziła w świecie filmowym czy artystycznym, w którym musisz być przygotowana do kontaktu z mężczyznami. To była taka forma ratunku”.”

W świecie medialnym na porządku dziennym jest robienie z małych dziewczynek „dorosłych”. Makijaż, sesje zdjęciowe, a nawet ubieranie dzieci w seksualizujące bikini na wybiegi, jak zrobiła to marka Victoria’s Secret. Dziś co chwilę wybuchają skandale z udziałem znanych i mniej znanych gwiazd, przyznających się, że na drodze ich kariery pojawili się pedofile.

Wszystko jednak stanie się jasne, gdy popatrzymy na matrycę standardów seksualnych WHO. Poleca się tam już 4-letnim dzieciom „Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbację”, „rozmowę o przyjemnych i nieprzyjemnych odczuciach dotyczących własnego ciała”, wyrażanie własnych potrzeb, życzeń i granic, na przykład w kontekście „zabawy w lekarza””. Sześciolatkom przedstawiany jest „Pozytywny wpływ seksualności na zdrowie i dobre samopoczucie”, dziewięciolatki zaś nabywają umiejętności „Brania odpowiedzialności za bezpieczne i przyjemne doświadczenia seksualne”.

Z punktu widzenia edukatorów seksualnych trudno Krzysztofa Sadowskiego winić. Chciał przecież, jak sam twierdzi, wyedukować dobrze dziewczynki, które znał. Działał zgodnie z matrycą standardów seksualnych WHO. Wiele osób, które doświadczyły edukacji seksualnej na Zachodzie, opowiada dziś, że czuły się molestowane. Różnica jest taka, że nikt zachodnim edukatorom nie ośmiela się postawić zarzutów. Działają przecież zgodnie wytycznymi rządzących.

Nie chcemy aby tak było w Polsce.

Źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/…latach.html

Autor: Cecylia Szymanowska