W sobotę 5 października we Wrocławiu odbył się przemarsz środowisk LGBT. Wydarzenie było wspierane przez prezydenta Wrocławia oraz miejskich urzędników. Ci ostatni bardzo przeszkadzali w organizacji kontr-zgromadzeń.

Urząd Miasta nie chciał opublikować trasy przejścia, mimo iż musi to uczynić wg ustawy „niezwłocznie”, a przecież homoparada była od kilku tygodni szeroko promowana w mediach i na ulicznych słupach ogłoszeniowych. Pomimo nalegań, UM nie napisał, na jakiej podstawie prawnej nie chce udzielić tej informacji. Trasę opublikowano w ostatni dzień, gdy minął już termin zgłaszania zgromadzeń.

Udało nam się jednak uzyskać informację o trasie, mimo stawianych trudności i zgłosić szereg zgromadzeń przy niej. Z kolei inna urzędniczka zaczęła nam zarzucać, że musimy się ustawić min. 100 m od homoparady. Wystarczyło zajrzeć do Biuletynu Informacji Publicznej, aby przekonać się, że to prawo stosowane jest wybiórczo. Na stronie UM było zarejestrowanych ponad 20 zgromadzeń, które pokrywały się w miejscu i czasie. Pomimo spełnienia wszystkich wymogów formalnych, urząd nie zarejestrował nam dwóch zgromadzeń. Mimo tego i tak się one odbyły.

Rozpoczęliśmy nasze zgromadzenie od modlitwy różańcowej przy pl. Wolności, przy miejscu rozpoczęcia homo marszu. Pomimo dużej przestrzeni placu, urzędnicy przygotowali nam mały teren otoczony barierkami, za którymi chcieli, byśmy się ustawili. Stanowczo nie zgodziliśmy się na upychanie nas do tej klatki. Niektórzy z nas mieli skojarzenie, że wyglądalibyśmy w niej, jak małpy w ZOO!

Następnie urzędnik wyznaczony do kontrolowania naszego zgromadzenia nie zgodził się na wjazd naszej furgonetki z nagłośnieniem. Również nie podał podstawy prawnej. Rok temu, nasze zgromadzenie też było w tym samym miejscu i nie było wymagane żadne pismo dotyczące wjazdu auta i nasza furgonetka wtedy swobodnie wjechała. Warto nadmienić, że na ten sam plac wjechały co najmniej dwa duże samochody uczestników homoparady.

Po różańcu, który poprowadził Ks. Dariusz Kowalczyk SDB, ustawiliśmy się w czterech uprzednio zgłoszonych punktach tuż przy trasie marszu. Policja zachowała się przyzwoicie i ochraniała nasze zgromadzenia. Uczestnicy marszu krzyczeli do nas: „homofobia, to się leczy”. Nie potrafili inaczej odnieść się do naszych transparentów przeciw demoralizacji i propedofilskiej seksedukacji lobbowanej przez LGBT.

W następnych tygodniach będziemy mogli się przekonać, po której stronie opowiedzą się politycy. Na 15 października wyznaczono bowiem termin czytania projektu „Stop Pedofilii”.

Autor: Adam Brawata